sobota, 13 czerwca 2015

5. Rozmowa

Nie wiedziałem co myśleć. Postać szła w moją stronę. Nie mogłem rozpoznać sylwetki. Ciekawe jakie ma zamiary i czy mnie zauważyła. Raczej zauważyła, ale kto to? Długo jednak nie musiałem się zastanawiać, ponieważ słońce rozświetliło jego twarz. To był Nico. Jak zawsze na ciemno ubrany i oliwkowa cera. Czarne włosy delikatnie unosił wiatr. Był bardzo podobny do ojca. Lecz na szczęście nie tylko do niego.  Strasznie się ucieszyłem na jego widok. Tak dawno go nie widziałem. Nawet przez chwilę zapomniałem o Annabeth. Nico uśmiechnął się do mnie, a ja też chciałem się uśmiechnąć lecz przypomniała mi się Ann i zamiast szczęśliwej miny wyszedł grymas. Usiadł koło mnie na pieńku. Zastanawiałem się czy się nie obrazi za moją minę.
- Cześć Percy. Dawno się nie widzieliśmy. Co u Ciebie?
Nie chciałem go okłamywać, ale nie chciałem też okazywać słabości. Nie chciałem go zasmucać. Był jakoś szczęśliwy, a nie często mu się to zdarza. Wolałem, żeby rozmowa zaczęła się na inny temat. Jednak Nico potrafił wyczuć kłamstwo, więc i tak w końcu musiałbym mu powiedzieć prawdę.
- Źle.
- Co się stało?
- Wiem, że nie lubisz historii miłosnych, więc nie chce cię zanudzać. Może zmienimy temat?
- Percy… Może to i prawda, że nie przepadam za nimi, ale każdy musi w końcu wyrzucić z siebie wszystko, żeby nie wybuchnąć.- Uśmiechnąłem się delikatnie. Nigdy nie sądziłem, że Nico potrafi kogoś rozbawić.
Opowiedziałem mu wszystko. Niestety opowiadając nie raz ponosiły mnie emocje i czasem podnosiłem głos, a czasem płakałem. Skończywszy opowiadać poczułem ulgę na sercu. Spojrzałem na bladą twarz Nico i przez chwile wydawało mi się jakby chłopak się uśmiechnął. Zdziwiłem się, ale może to było zwykłe złudzenie. Nie wiem. Chłopak przysunął się do mnie bliżej.
- Wiem, że naprawdę byłeś mocno związany z Annabeth, ale czy nie lepiej poznać ci było jaka jest naprawdę niż cierpieć do końca życia?
- Niby tak, ale to może moja wina? Może to ja popełniłem błąd?
- Twoja wina? To ona uwierzyła w te brednie twojego brata. To ty się starałeś wszystko naprawić. Ona w ten związek nie dawała nic, tylko coraz bardziej oddalała się od ciebie. Ona nie zasługuje na ciebie ani na twoją miłość. Najwidoczniej nie potrafi docenić czegoś tak wielkiego, co jej dajesz. Woli chłopca, który do końca życia będzie opowiadał tylko te swoje bajeczki, który żyje cały czas w kłamstwie i nie daje nic prócz tego. Ona nie jest ciebie warta zasługujesz na kogoś równego sobie. Ty jesteś najwspanialszym na świecie chłopakiem!....- spojrzałem na niego dziwnie, a on dodał szybko zakłopotany- Oczywiście każda dziewczyna chciała by z tobą być.
Nigdy nie sądziłem, że Nico potrafi pocieszać. Naprawdę słuchając jego zrobiło mi się lepiej. Choć wiadomo nie od razu zapomnę o Ann. Ostatnie słowa strasznie mnie zdziwiły lecz wolałem o tym nie rozmawiać. Nico chyba myślał tak samo, bo zmienił temat:
- Widziałem, że dużo domków doszło.
- O tak! Jest nawet jedna dziewczyna, która okazało się jest córką Hadesa. Niezbyt odzywa się do kogokolwiek. Rzadko wychodzi z domku i w ogóle jest zamknięta. Powinieneś z nią porozmawiać.
- Możliwe…
- Proszę powiedz mi, ze tym razem zostaniesz tu dłużej.
- Raczej nie…
Nagle przerwaliśmy rozmowę, ponieważ usłyszeliśmy kroki.
- Och Percy tu jesteś. Długo trzeba cię było szukać. Chejron wzywa wszystkich do siebie. Podobno jakaś misja. Nie chciał zbyt dużo zdradzać. Kazał mi po ciebie przyjść.- powiedziała Thalia.- Cześć Nico!
- Cześć.- powiedział z obojętnym wyrazem twarzy.
Zauważyłem, że gdy tylko pojawiła się Thalia Nico zmienił swoją postawę, minę itp. To było dziwne…
- Nico wiem, że nie przepadasz za żywymi, ale chciałbym jeszcze z tobą porozmawiać, a jak odejdziesz nie wiem kiedy się spotkamy. Proszę zrób to dla mnie. Zostań na trochę w obozie.
- Niech ci będzie.
- No to chodźcie. Trzeba przejść od słów do czynów- powiedziała Thalia.
Zaczęliśmy kierować się w stronę obozu. Ciekawe o jaką misje chodziło Chejronowi i kogo do niej wybierze. Ucieszyłbym się, gdybym to był ja nareszcie mógłbym się zająć czymś pożytecznym i zapomnieć o Annabeth.

sobota, 6 czerwca 2015

4. To już koniec

Przebudziłem się. Kręgosłup strasznie mnie bolał. Leżałem na ziemi oparty o drzewo. W pewnym momencie pomyślałem, że to wszystko to był jeden wielki sen. Usłyszałem dwa głosy jeden damski. Rozpoznałem ten głos. Należał do Thalii. Drugi natomiast był męski i należał do Grovera. Słysząc ją zrozumiałem, że to nie mógł być sen.
- Thalio musimy go przebudzić. Śpi już ponad dwie godziny.
- Daj mu jeszcze trochę pospać. Po czymś takim też chciałabym spać i spać, żeby się już nigdy nie obudzić. Wiesz jak ważna była dla nie Annabeth.
- Wiem, ale nie możemy też dłużej czekać i patrzeć na niego jak śpi. W obozie na pewno zaczynają się denerwować. Jest pora kolacji, a nas nie ma.
- Ja już nie śpię nie musicie się kłócić.- powiedziałem cicho otwierając oczy i wstając.
- O obudziłeś się już. Jesteś głodny? – spytała Thalia.
- Nie po tym wszystkim mam dość wszystkiego. Jak ona mogła mi to zrobić. Nie mogę tego zrozumieć. Najwidoczniej jestem beznadziejny i gorszy od mojego kochanego brata. – chciało mi się krzyczeć i płakać.
- Słuchaj to co przeżyłeś nie byłoby przyjemne dla nikogo, ale nie można odbierać sobie tego wszystkiego co może cię spotkać przez jedną głupią dziewczynę. Twój brat to łgarz, a Ann w końcu to odkryje i przyjdzie do ciebie z podkulonym ogonem.
- Łatwo ci mówić. Ciebie nigdy nie dotknie cię nic podobnego.
- To prawda, ale obserwuje świat i wiem, że beznadziejnie jest marnować czas na rozpacz po kimś kto na ciebie nie zasługuje.
- Ale przeżyłem z nią tyle pięknych chwil i tak łatwo nie zapomnę.
- Zawsze warto spróbować. Może jeszcze nie raz się zakochasz.
- No nie wiem.
Pokręciła głową i pociągnęła mnie za rękę abym szedł do obozu.
- Skąd wiedzieliście gdzie mnie znaleźć?
- Anna nam powiedziała o tym, że…- zaczął mówić Grover, ale Thalia walnęła go łokciem w ramię. – Ała… To bolało- zasyczał.
- Percy tylko proszę cię nie poddawaj się żadnym głupim emocjom. Pomożemy ci, ale musisz mi to obiecać.
Chwilę się zastanawiałem, ale przyrzekłem jej to, bo wiedziałem, że i tak nie odpuści. Ucieszyło ją to, a ja zacząłem się zastanawiać  czy długo wytrzymam. Ale w sumie gdyby tak ktoś, zupełnie przypadkiem wsadził mu nóż w plecy. Wyobraziłem to sobie i uśmiechnąłem się lecz szybko odrzuciłem tą myśl.
- Co cię tak ucieszyło?- spytała Thalia.
- Nic takiego. Po prostu cieszę się, że mam was.
- Niezła ściema, ale ja jej nie biorę.
Dotarliśmy do obozu. Wszyscy już skończyli jeść. Przed moim domkiem stali Ann i Antos. Rozmawiali. Poczułem narastający gniew. Thalia zobaczywszy na co patrzę i widząc moją minę.  W ostatniej chwili złapała mnie za ramię.
- Proszę cię nie rób nic głupiego.
- I tak muszę z nią porozmawiać.
Podszedłem do nich. Ann miała dziwną minę. Antos jednak był szczęśliwy.
- Możesz zostawić nas samych Antos? – powiedziałem.
- Niby mogę, ale chcę posłuchać tej rozmowy.
- Ja ciebie proszę.- powiedziała Ann.
- No dobrze kochanie.- specjalnie na koniec pocałował ją w usta i wszedł do domku.
- Słuchaj…
- Nie to ty słuchaj! Dzisiejszego dnia ostatecznie zakończyłaś nasz związek. Tu nie ma o czym mówić. Raczej nie chcesz słuchać jak bardzo mnie skrzywdziłaś.
- Chciałam cię prosić abyśmy zostali przyjaciółmi.
- Przyjaciółmi? Ty chyba nie wiesz co mówisz. Złamałaś mi serce i tak łatwo mówisz do mnie zostańmy przyjaciółmi. Kończysz nasz związek dla łgarza, który potrafi tylko opowiadać kłamliwe historyjki. W, które mu jak głupia cały czas wierzysz.
- Nie obrażaj go cały czas. Zazdrosny jesteś i tyle. Twój brat jest po prostu lepszy i dużo lepiej mi być w jego towarzystwie niż twoim!
- Jeśli tak uważasz to po co proponujesz mi przyjaźń. Przynajmniej teraz wiem co o mnie tak naprawdę myślisz.
Czemu życie jest takie niesprawiedliwe? Postanowiłem nie wracać dziś do domku. Pewnie całą rozmowę podsłuchiwał i zacznie się chwalić swoją nową dziewczyną i tym, że jest lepszy postanowiłem uciec stąd jak najdalej. Thalia miała pytający i zatroskany wyraz twarzy, ale ja nie zwracają uwagi na nią pobiegłem do lasu. Nie obchodziły mnie nic. Ból fizyczny, który sprawiały mi gałęzie obcierające mi nogi. Nawet cieszyłem się z niego. Zatrzymałem się dopiero, gdy moje nogi dalej już nie wytrzymywały. Usiadłem zdyszany na pieńku. Co ja robię źle? Chciałem w tym lesie pozwolić sobie na płacz na krzyk. Na to, aby te wszystkie emocje ze mnie wyleciały lecz usłyszałem jakiś szmer. Trochę się wystraszyłem, ale nawet jeśli to coś chciało mnie zaatakować to w sumie może nawet i lepiej. Jednak zza krzaka nie wyszedł żaden potwór lecz ciemna postać…