środa, 16 września 2015

6. Misja ratunkowa.



Kiedy weszliśmy na polane, wszyscy już tam na nas czekali. Ustałem z przodu, a Thalia tuż koło mnie. Nigdzie jednak nie widziałem Nico, gdzie on zniknął? Spojrzałem do tyłu i ujrzałem go. Ustał tak, żeby nie zwrócić na siebie niczyjej uwagi. No trudno. Taki już jest. Chejron zaczął mówić:
- Witajcie! Przepraszam, że przerywam wam wasze zajęcia, ale mamy poważny problem. Dostaliśmy informacje, że Łowczynie zostały złapane w pułapkę przez potwory i teraz są więzione.
- Od kiedy potwory kogokolwiek więżą? Zawsze zabijały. Chyba, że miały jakiś ważny powód. A przecież nie przegapili by okazji, aby zabić kilka łowczyń. – odezwał się ktoś od Apolla.
- Tego właśnie nie wiemy.
- Łowczynie tak łatwo nie weszłyby w żadną pułapkę. Coś mi się tu nie podoba. Wiecie coś o Artemidzie? - wtrąciła się Thalia.
- Podobno jest tam razem z nimi.
- Nie, to nie może być prawda. Łowczynie od razu wyczułyby, że coś jest nie tak.
- Kto właściwie udzielił ci tych informacji?- spytałem.
- Heroska, która twierdzi, że była przy tym całym zajściu. Powiedziała mniej więcej gdzie to się wydarzyło i opisała złapanie w pułapkę. Uważa, że czuje się zobowiązana pojechać na tę wyprawę. Mówi, że nie zareagowała w tedy, więc powinna przynajmniej teraz pomóc. Myślę, że mimo wątpliwości trzeba się tam udać lecz dla bezpieczeństwa pojedzie tam tylko 6 osób. Wybraliśmy już będą nimi: Thalia, ponieważ tu chodzi o Łowczynie, a ona jest jedną z nich, Percy- nareszcie będę mógł zapomnieć o problemach- heroska Lisa, która pomoże i pokaże gdzie się to wydarzyło, Grover- będę mógł z nim spędzić więcej czasu- Annabeth i Antos.- co!!! Nie tylko nie oni. – Więcej osób nie może jechać, ponieważ potrzebni nam jesteście tu. A teraz zapraszam wymienione osoby do siebie musimy omówić szczegóły.
Nie wiedziałem czy płakać czy się cieszyć. Niby fajnie, bo Thalia i Grover, ale Ann i Antos… No i ta dziewczyna. Nie wiem co o niej myśleć. Jeszcze ta cała sprawa nie trzymała się kupy i była podejrzana, ale trzeba to zbadać.
Cała nasza szóstka szła krok w krok za Chejronem.  Ja z przodu obok Thalii i Grovera, za nami Ann przytulona do Antosa. Lisa szła wyraźnie z tyłu. Miała bladą cerę. Była średniego wzrostu, szczupła i wysportowana. Mało kto mógłby się spodziewać takich mięśni u dziewczyny i mało jaka dziewczyna takie miała. Ubrana była w czarną koszulkę na ramiączka i czarne jeansy z dziurami oraz glany.  Miała proste, długie, czarne włosy i niebieskie oczy. Ciekawe kto jest jej boskim rodzicem. Z wyglądu można by myśleć, że Hades lub Ares, ale żadnej pewności nie miałem.
Weszliśmy do domku Chejrona. Ruchem ręki nakazał nam abyśmy usiedli na sofie i fotelach. Wszyscy usłuchali oprócz Lisy.
- Usiądź proszę Liso.
- Lubię stać.- odpowiedziała i po raz pierwszy usłyszałem jej głos. Był wysoki, a jednocześnie łagodny. Myślę, że potrafiłaby bardzo głośno krzyczeć.
- No dobrze. Nie będę Cię zmuszać.- powiedział i sam usiadł na jednym z foteli- Sprawa jest poważna. Jeśli potworom udało się złapać samą Artemidę w pułapkę musi ich być dużo i muszą być dobrze zorganizowani. Można się spodziewać wszystkiego. Musicie uważać na wszelkie pułapki. Jest was mało i nie chcę żebyście zginęli. Dostaniecie specjalny sprzęt. Wszystko tam może się wydarzyć, więc w niektórych przypadkach będziecie musieli improwizować, ale postaramy się ubezpieczyć was na każdą ewentualność. Spróbujcie załatwić całą sprawę po cichu. Uwolnić Łowczynie i zwiać, jeśli nie będzie takiej możliwości skontaktujcie się z nami, a wtedy pomyślimy.
- Kiedy wyruszamy?- zapytałem.
- Jak najszybciej. Musimy dopiąć wszystko jeszcze na ostatni guzik i przygotować sprzęt. Powiadomimy was dzień przed abyście mogli się spakować i załatwić swoje sprawy oraz powiemy resztę szczegółów. Wierzę w was, na pewno misja się powiedzie. A teraz idźcie odpoczywać. Ja mam jeszcze parę spraw do załatwienia.
Wszyscy wstaliśmy jak jeden mąż ze swoich siedzisk oprócz Chejrona, który zaczął się nad czymś mocno zastanawiać. Ruszyliśmy w stronę wyjścia. Spojrzałem w miejsce gdzie wcześniej stała Lisa, ale jej już tam nie było.
Gdy wyszliśmy z domku ja, Thalia i Grover zaczęliśmy iść razem w stronę mojego domku.
- Mi ta cała sprawa ciągle nie gra.Nic do siebie nie pasuje.- powiedziała Thalia.
- Wiem, ale przecież nie mamy pewności czy tak jest czy nie. Jeśli tego nie sprawdzimy, a będzie to prawda to Łowczyniom może coś się stać, mogą być do czegoś zmuszone.- powiedziałem.
- Łowczynie by się tak łatwo nie dały.- upierała się Thalia.
- Potwory mogły zastawić taką pułapkę, którą Łowczynie mogłą przeoczyć.
- Och. Przestańcie już, tak czy siak ja cieszę się z tej wspólnej wyprawy. Nawet jeśli to bzdura, mamy możliwość nareszcie spędzić trochę czasu razem. - wtrącił się Grover.
- Masz rację- potwierdziliśmy zgodnie.
Właśnie doszliśmy pod domek dzieci Posejdona. Nagle przytuliliśmy się wszyscy do siebie.
- Tak rzadko możemy być razem. Musimy wykorzystać ten czas jak najlepiej- powiedziała Thalia.
- I wykorzystamy.- powiedziałem.
- O jakie to słodkie i jednocześnie żałosne.- powiedział właśnie przybyły Antos.
- Zamknij się wreszcie. To nie twoja sprawa.- powiedziała Thalia- Lepiej uważaj na siebie na wyprawie, bo może przydarzyć się jakiś wypadek.
- Nie boję się ciebie.
- Może powinieneś zacząć. Dobra Percy my musimy już iść, ale jutro jeszcze się spotkamy.
Odsunęliśmy się od siebie. Antos wszedł do domku.
- Cześć Percy!- powiedział Grover.
- Cześć wam!- powiedziałem i wszedłem do domku za Antosem niezbyt rad, że znów będę musiał go znosić.

sobota, 13 czerwca 2015

5. Rozmowa

Nie wiedziałem co myśleć. Postać szła w moją stronę. Nie mogłem rozpoznać sylwetki. Ciekawe jakie ma zamiary i czy mnie zauważyła. Raczej zauważyła, ale kto to? Długo jednak nie musiałem się zastanawiać, ponieważ słońce rozświetliło jego twarz. To był Nico. Jak zawsze na ciemno ubrany i oliwkowa cera. Czarne włosy delikatnie unosił wiatr. Był bardzo podobny do ojca. Lecz na szczęście nie tylko do niego.  Strasznie się ucieszyłem na jego widok. Tak dawno go nie widziałem. Nawet przez chwilę zapomniałem o Annabeth. Nico uśmiechnął się do mnie, a ja też chciałem się uśmiechnąć lecz przypomniała mi się Ann i zamiast szczęśliwej miny wyszedł grymas. Usiadł koło mnie na pieńku. Zastanawiałem się czy się nie obrazi za moją minę.
- Cześć Percy. Dawno się nie widzieliśmy. Co u Ciebie?
Nie chciałem go okłamywać, ale nie chciałem też okazywać słabości. Nie chciałem go zasmucać. Był jakoś szczęśliwy, a nie często mu się to zdarza. Wolałem, żeby rozmowa zaczęła się na inny temat. Jednak Nico potrafił wyczuć kłamstwo, więc i tak w końcu musiałbym mu powiedzieć prawdę.
- Źle.
- Co się stało?
- Wiem, że nie lubisz historii miłosnych, więc nie chce cię zanudzać. Może zmienimy temat?
- Percy… Może to i prawda, że nie przepadam za nimi, ale każdy musi w końcu wyrzucić z siebie wszystko, żeby nie wybuchnąć.- Uśmiechnąłem się delikatnie. Nigdy nie sądziłem, że Nico potrafi kogoś rozbawić.
Opowiedziałem mu wszystko. Niestety opowiadając nie raz ponosiły mnie emocje i czasem podnosiłem głos, a czasem płakałem. Skończywszy opowiadać poczułem ulgę na sercu. Spojrzałem na bladą twarz Nico i przez chwile wydawało mi się jakby chłopak się uśmiechnął. Zdziwiłem się, ale może to było zwykłe złudzenie. Nie wiem. Chłopak przysunął się do mnie bliżej.
- Wiem, że naprawdę byłeś mocno związany z Annabeth, ale czy nie lepiej poznać ci było jaka jest naprawdę niż cierpieć do końca życia?
- Niby tak, ale to może moja wina? Może to ja popełniłem błąd?
- Twoja wina? To ona uwierzyła w te brednie twojego brata. To ty się starałeś wszystko naprawić. Ona w ten związek nie dawała nic, tylko coraz bardziej oddalała się od ciebie. Ona nie zasługuje na ciebie ani na twoją miłość. Najwidoczniej nie potrafi docenić czegoś tak wielkiego, co jej dajesz. Woli chłopca, który do końca życia będzie opowiadał tylko te swoje bajeczki, który żyje cały czas w kłamstwie i nie daje nic prócz tego. Ona nie jest ciebie warta zasługujesz na kogoś równego sobie. Ty jesteś najwspanialszym na świecie chłopakiem!....- spojrzałem na niego dziwnie, a on dodał szybko zakłopotany- Oczywiście każda dziewczyna chciała by z tobą być.
Nigdy nie sądziłem, że Nico potrafi pocieszać. Naprawdę słuchając jego zrobiło mi się lepiej. Choć wiadomo nie od razu zapomnę o Ann. Ostatnie słowa strasznie mnie zdziwiły lecz wolałem o tym nie rozmawiać. Nico chyba myślał tak samo, bo zmienił temat:
- Widziałem, że dużo domków doszło.
- O tak! Jest nawet jedna dziewczyna, która okazało się jest córką Hadesa. Niezbyt odzywa się do kogokolwiek. Rzadko wychodzi z domku i w ogóle jest zamknięta. Powinieneś z nią porozmawiać.
- Możliwe…
- Proszę powiedz mi, ze tym razem zostaniesz tu dłużej.
- Raczej nie…
Nagle przerwaliśmy rozmowę, ponieważ usłyszeliśmy kroki.
- Och Percy tu jesteś. Długo trzeba cię było szukać. Chejron wzywa wszystkich do siebie. Podobno jakaś misja. Nie chciał zbyt dużo zdradzać. Kazał mi po ciebie przyjść.- powiedziała Thalia.- Cześć Nico!
- Cześć.- powiedział z obojętnym wyrazem twarzy.
Zauważyłem, że gdy tylko pojawiła się Thalia Nico zmienił swoją postawę, minę itp. To było dziwne…
- Nico wiem, że nie przepadasz za żywymi, ale chciałbym jeszcze z tobą porozmawiać, a jak odejdziesz nie wiem kiedy się spotkamy. Proszę zrób to dla mnie. Zostań na trochę w obozie.
- Niech ci będzie.
- No to chodźcie. Trzeba przejść od słów do czynów- powiedziała Thalia.
Zaczęliśmy kierować się w stronę obozu. Ciekawe o jaką misje chodziło Chejronowi i kogo do niej wybierze. Ucieszyłbym się, gdybym to był ja nareszcie mógłbym się zająć czymś pożytecznym i zapomnieć o Annabeth.

sobota, 6 czerwca 2015

4. To już koniec

Przebudziłem się. Kręgosłup strasznie mnie bolał. Leżałem na ziemi oparty o drzewo. W pewnym momencie pomyślałem, że to wszystko to był jeden wielki sen. Usłyszałem dwa głosy jeden damski. Rozpoznałem ten głos. Należał do Thalii. Drugi natomiast był męski i należał do Grovera. Słysząc ją zrozumiałem, że to nie mógł być sen.
- Thalio musimy go przebudzić. Śpi już ponad dwie godziny.
- Daj mu jeszcze trochę pospać. Po czymś takim też chciałabym spać i spać, żeby się już nigdy nie obudzić. Wiesz jak ważna była dla nie Annabeth.
- Wiem, ale nie możemy też dłużej czekać i patrzeć na niego jak śpi. W obozie na pewno zaczynają się denerwować. Jest pora kolacji, a nas nie ma.
- Ja już nie śpię nie musicie się kłócić.- powiedziałem cicho otwierając oczy i wstając.
- O obudziłeś się już. Jesteś głodny? – spytała Thalia.
- Nie po tym wszystkim mam dość wszystkiego. Jak ona mogła mi to zrobić. Nie mogę tego zrozumieć. Najwidoczniej jestem beznadziejny i gorszy od mojego kochanego brata. – chciało mi się krzyczeć i płakać.
- Słuchaj to co przeżyłeś nie byłoby przyjemne dla nikogo, ale nie można odbierać sobie tego wszystkiego co może cię spotkać przez jedną głupią dziewczynę. Twój brat to łgarz, a Ann w końcu to odkryje i przyjdzie do ciebie z podkulonym ogonem.
- Łatwo ci mówić. Ciebie nigdy nie dotknie cię nic podobnego.
- To prawda, ale obserwuje świat i wiem, że beznadziejnie jest marnować czas na rozpacz po kimś kto na ciebie nie zasługuje.
- Ale przeżyłem z nią tyle pięknych chwil i tak łatwo nie zapomnę.
- Zawsze warto spróbować. Może jeszcze nie raz się zakochasz.
- No nie wiem.
Pokręciła głową i pociągnęła mnie za rękę abym szedł do obozu.
- Skąd wiedzieliście gdzie mnie znaleźć?
- Anna nam powiedziała o tym, że…- zaczął mówić Grover, ale Thalia walnęła go łokciem w ramię. – Ała… To bolało- zasyczał.
- Percy tylko proszę cię nie poddawaj się żadnym głupim emocjom. Pomożemy ci, ale musisz mi to obiecać.
Chwilę się zastanawiałem, ale przyrzekłem jej to, bo wiedziałem, że i tak nie odpuści. Ucieszyło ją to, a ja zacząłem się zastanawiać  czy długo wytrzymam. Ale w sumie gdyby tak ktoś, zupełnie przypadkiem wsadził mu nóż w plecy. Wyobraziłem to sobie i uśmiechnąłem się lecz szybko odrzuciłem tą myśl.
- Co cię tak ucieszyło?- spytała Thalia.
- Nic takiego. Po prostu cieszę się, że mam was.
- Niezła ściema, ale ja jej nie biorę.
Dotarliśmy do obozu. Wszyscy już skończyli jeść. Przed moim domkiem stali Ann i Antos. Rozmawiali. Poczułem narastający gniew. Thalia zobaczywszy na co patrzę i widząc moją minę.  W ostatniej chwili złapała mnie za ramię.
- Proszę cię nie rób nic głupiego.
- I tak muszę z nią porozmawiać.
Podszedłem do nich. Ann miała dziwną minę. Antos jednak był szczęśliwy.
- Możesz zostawić nas samych Antos? – powiedziałem.
- Niby mogę, ale chcę posłuchać tej rozmowy.
- Ja ciebie proszę.- powiedziała Ann.
- No dobrze kochanie.- specjalnie na koniec pocałował ją w usta i wszedł do domku.
- Słuchaj…
- Nie to ty słuchaj! Dzisiejszego dnia ostatecznie zakończyłaś nasz związek. Tu nie ma o czym mówić. Raczej nie chcesz słuchać jak bardzo mnie skrzywdziłaś.
- Chciałam cię prosić abyśmy zostali przyjaciółmi.
- Przyjaciółmi? Ty chyba nie wiesz co mówisz. Złamałaś mi serce i tak łatwo mówisz do mnie zostańmy przyjaciółmi. Kończysz nasz związek dla łgarza, który potrafi tylko opowiadać kłamliwe historyjki. W, które mu jak głupia cały czas wierzysz.
- Nie obrażaj go cały czas. Zazdrosny jesteś i tyle. Twój brat jest po prostu lepszy i dużo lepiej mi być w jego towarzystwie niż twoim!
- Jeśli tak uważasz to po co proponujesz mi przyjaźń. Przynajmniej teraz wiem co o mnie tak naprawdę myślisz.
Czemu życie jest takie niesprawiedliwe? Postanowiłem nie wracać dziś do domku. Pewnie całą rozmowę podsłuchiwał i zacznie się chwalić swoją nową dziewczyną i tym, że jest lepszy postanowiłem uciec stąd jak najdalej. Thalia miała pytający i zatroskany wyraz twarzy, ale ja nie zwracają uwagi na nią pobiegłem do lasu. Nie obchodziły mnie nic. Ból fizyczny, który sprawiały mi gałęzie obcierające mi nogi. Nawet cieszyłem się z niego. Zatrzymałem się dopiero, gdy moje nogi dalej już nie wytrzymywały. Usiadłem zdyszany na pieńku. Co ja robię źle? Chciałem w tym lesie pozwolić sobie na płacz na krzyk. Na to, aby te wszystkie emocje ze mnie wyleciały lecz usłyszałem jakiś szmer. Trochę się wystraszyłem, ale nawet jeśli to coś chciało mnie zaatakować to w sumie może nawet i lepiej. Jednak zza krzaka nie wyszedł żaden potwór lecz ciemna postać…






czwartek, 21 maja 2015

3. Czemu to nie może być sen?

Wszedłem zrozpaczony do domu. Czułem, że zaraz nie wytrzymam i się po prostu rozpłaczę. Spojrzałem wreszcie na pokój na jednym z łóżek siedziała Anna z chłopakiem od Afrodyty. Oboje przytulali się do siebie. Patrzyli się na mnie zarumienieni. Poczułem wtedy nagłą pustkę w sercu i myślałem sobie jak ktokolwiek może być szczęśliwy. Prawie wybuchłem płaczem lecz Anna zauważyła, że coś ze mną jest nie tak i zmienił jej się wyraz twarzy na zatroskaną. Pocałowała Davida w czoło i pożegnała się z nim. Wyglądał na trochę zdziwionego lecz Anna powiedziała, że wytłumaczy mu to później. Nie miał wyjścia, więc nic więcej nie mówiąc wyszedł. Usiadłem na skraju łóżka, a ona obok mnie. Położyła mi rękę na ramieniu i uśmiechnęła delikatnie. Próbowałem odwzajemnić uśmiech, ale wyszedł mi raczej coś typu zażenowanie.
- Czemu jesteś smutny?
- Nie jestem- próbowałem oszukać choć i tak wiedziałem, że nie wyjdzie po tym wszystkim.
- Przecież widzę. Chodzi o Antosa, tak? Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko. Jesteś moim bratem.
- Przyrodnim- spojrzała na mnie dziwnie, więc nie drążyłem tematu- No dobrze. Tak chodzi o Antosa. Ja już po prostu zaczynam go szczerze nienawidzić. Zrobiłem dziś niespodziankę Ann. Było super, gdy ten debil się wepchnął pomiędzy nas i Ann przestała całkowicie zwracać na mnie uwagę. Czuję jakbym całkowicie przestał się dla niej liczyć, gdy tylko on przychodzi. Jakby on był dla niej ważniejszy ode mnie.
Prze chwilę oboje milczeliśmy. Widać było, że Anna szuka odpowiednich słów, aż w końcu się odezwała:
- Może za bardzo się starasz? Wiem, że to jest dla ciebie trudne, ale może powinniście od siebie trochę odpocząć. Wtedy oboje przekonacie się co do siebie czujecie i podejmiecie decyzje: czy wrócić do siebie, czy nie? Jeśli Ann coś do ciebie czuje to zauważy swoje błędy i poprawi je. Ty też się poprawisz i może wasz związek będzie jeszcze lepszy niż zwykle.
- Dziękuje ci za rozmowę, ale muszę jeszcze to przemyśleć sam.
- Rozumiem i wiem, że to co ty sam zdecydujesz będzie najlepsze i pamiętaj, że masz nie tylko Ann. Masz wielu przyjaciół którzy nigdy cie nie zostawią w potrzebie. Jak będziesz chciał jeszcze porozmawiać to pamiętaj, że dla ciebie jestem wolna w każdym momencie.
Wyszedłem z domu i zacząłem zastanawiać się nad sensem słów Anny. Szedłem tam gdzie mnie nogi poniosą, ponieważ byłem zbyt zajęty myśleniem o czymkolwiek innym niż o moim związku z Ann. Wiele z Annabeth przeszliśmy. Pomogła mi tyle razy wyjść z opresji. Wszyscy patrzyli na nasz związek jak na idealny. Kocham ją nie wiem czy potrafiłbym w jednej chwili o niej zapomnieć. Uratowaliśmy razem świat. Zawsze wydawało mi się, że jest jej przy mnie dobrze, ale może się myliłem..Nagle przystanąłem usłyszawszy śmiech i rozmowy. Zorientowałem się, że jestem w lesie niedaleko jeziora. Delikatnie przesunąłem się na skraj lasu i skryłem za drzewem. Wyjrzałem zza niego. Antos i Ann siedzieli blisko siebie śmiali się i jedli dania, które niedawno co przygotowywałem. Zacząłem nasłuchiwać:
- Temu Percy'emu chyba nie za bardzo na tobie zależy co? Porozsypywał jakieś płatki róż, przyniósł jakieś dania, których pewnie nawet sam nie zrobił. Facet powinien dużo lepiej traktować swoją ukochaną. Ja to bym ci z płatków róż zrobił sukienkę. Ugotował bym ci każde danie świata i zrobiłbym wszystko, żebyś już zawsze mnie kochała.
Nagle serce przestało mi bić. On ją pocałował, on ją pocałował, a ona odwzajemniła pocałunek. Moje serce jakby się złamało. Nie czułem już nic, oprócz chęci zabicia Antosa. Czułem złość i furię, jakbym zaraz miał wybuchnąć. Czemu to nie może być sen? Jak ona mogła mi to zrobić? Jeszcze niedawno tak namiętnie mnie całowała. Czy ja się już dla niej nie liczę? W czym on jest lepszy ode mnie? Przecież nie przeżyła z nim choćby odrobinę tego co przeżyliśmy razem. Wiedziałem, że to zapewne koniec mojego związku z Annabeth chociaż głowa mówiła mi, żebym o nią walczył, serce mówiło, że to nie ma sensu. Już chciałem tam do nich pójść i przyłożyć temu dupkowi, ponieważ nawet jeśli z Ann to był koniec. To należało mu się. Gdy nagle usłyszałem muzykę i dalej nic nie pamiętam tylko upadek i silne ręce, które mnie w ostatniej chwili łapią.

czwartek, 21 sierpnia 2014

2.Zepsuta randka

Miałem już przygotowany cały plan. Miał to być najwspanialszy piknik świata. Poprosiłem Posejdona o namiary do bogini Iris. Poszedłem do niej z samego rana, aby nikt mnie nie zauważył. Poprosiłem ją, aby o danej godzinie, nad jeziorem stworzyła tęcze. Nie chciała się zgodzić lecz, gdy powiedziałem, że to spraw życia i śmierci. Zgodziła się. Uradowany wróciłem do Obozu i skierowałem się do kuchni. Nigdy wcześniej tam nie byłem. Leśne nimfy miały sporo pracy. Zobaczyłem Kalinę, podszedłem do niej i opowiedziałem jej co zamierzam zrobić. Stwierdziła, że to bardzo romantyczny pomysł i że na pewno pomoże. Pożaliła się tylko, że Grover nigdy nie zrobił dla niej czegoś tak wyjątkowego. Razem z Kaliną upiekliśmy, usmażyliśmy, przygotowaliśmy wszystkie ulubione dania Ann. Byłem tym wszystkim bardzo zachwycony, ale gdy spojrzałem na zegar w kuchni stwierdziłem, że mam już mało czasu. Pobiegłem szybko po koc i rozłożyłem go nad jeziorem. Razem z Kaliną przynieśliśmy wszystkie dania i ułożyliśmy je na kocu. Wyrwałem kilkanaście róż, które kwitły niedaleko. Powyrywałem z nich wszystkie płatki i rozsypałem dookoła pikniku. Wyglądało to przepięknie już sobie wyobrażałem minę Annabeth, gdy to zobaczy. Brakowało już tylko… Ann. Poszedłem, więc szybko do niej. Zobaczyłem ją rozmawiającą z Thalią. Wyglądała nieziemsko. Jej blond włosy opadały jej na ramiona. Jej oczy lśniły w blasku słońca. Podszedłem do niej nieśmiało:
- Czy mogę przeszkodzić pięknym paniom? – spytałem.
- Tak, tak już sobie idę- powiedziała Thalia i mrugnęła do Ann porozumiewawczo, a blond włosa pocałowała mnie czule w usta.
- Mam dla Ciebie niespodziankę- oznajmiłem.
- Jaką?- spytała.
Zasłoniłem jej oczy dłońmi i powiedziałem:
- Zaraz się przekonasz.
Zaprowadziłem ją prosto nad jezioro. Odsłoniłem jej oczy i w tym samym czasie pojawiła się tęcza. Widziałem zdumienie i jednocześnie zachwyt na twarzy Ann, gdy popatrzyła na to wszystko.
- I ty zrobiłeś to dla mnie?
- Oczywiście! To jest tylko i wyłącznie dla Ciebie. Ale nie obraził bym się, gdybym mógł w tej zabawie uczestniczyć.
Zamiast odpowiedzi dostałem kolejnego w tym dniu buziaka. Tylko, że ten był bardziej namiętny niż wcześniejsze. Uznałem to za zgodę, więc gdy skończyliśmy, usiedliśmy i zaczęliśmy jeść. Pierwszym daniem, które wybrała Ann były szaszłyki. Lecz nie jedliśmy ich normalnie. Karmiliśmy się nawzajem i całowaliśmy co jakiś czas. Potem Grover tak jak go prosiłem, przyszedł i zagrał nam bardzo wolny kawałek. Tańczyliśmy. Ann wtuliła się do mnie i powiedziała do ucha, że mnie kocha. Podczas tego biesiadowania czułem się wyjątkowo i myślałem, że już nic nam nie przeszkodzi, ale się myliłem. Gdy sobie spokojnie siedzieliśmy i rozmawialiśmy, znienacka wyszedł mój brat. Spytał się:
- Mogę się dołączyć do imprezki?- i rozsiadł się wygodnie.
- Nie!!!- wrzasnąłem, ponieważ aż ode mnie kipiało złością.
- Oj Percy nie bądź taki dla brata. Chodź ze mną na słówko.
  Poszliśmy jakieś 10 metrów dalej i wtedy się zaczęło:
- Proszę cię Percy nie bądź taki dla brata on tylko chciał spędzić z nami trochę czasu.
- Ale to miał być tylko nasz wieczór! Czy on zawsze musi taki być?
- Percy czyżbyś był zazdrosny? –mówiła dalej spokojnie choć na twarzy pojawił się mały uśmiech.
- Ja zazdrosny, no coś ty? No dobrze jestem zazdrosny, ponieważ przez niego spędzamy ze sobą mniej czasu razem.
- Percy, posłuchaj mnie. Cieszę, że jesteś o mnie zazdrosny, bo to oznacza, że ci na mnie zależy, ale nie masz się czym martwić, ponieważ ja kocham tylko Ciebie i nic tego nie zmieni.- dla wiary swoim słowom pocałowała mnie lekko, ale z uczuciem w usta.
Jej słowa trochę mnie uspokoiły, bo przecież Annabeth nie zdradziłaby go z jego własnym bratem. Wróciliśmy, więc do Antosa.
- Możesz tu z nami zostać- powiedziałem.
Od razu pożałowałem swoich słów i obawy wróciły. Ponieważ nagle stałem się piątym kołem u wozu, ponieważ ta para zaczęła ze sobą rozmawiać, a na mnie w ogóle nie zwracali uwagi. Po jakimś czasie Antos, żeby mnie chyba jeszcze bardziej wkurzyć, wymyślił kolejną historyjkę. Była ona o tym, jak to kiedyś wyprawił przyjęcie swojej dziewczynie. Tą bajkę tak podkolorował i powiedział ze szczegółami, że Ann po wysłuchaniu powiedział do mnie:
- Słyszałeś jak wspaniałą randkę wyprawił swojej dziewczynie Antos?- powiedziała i zamarzyła się.
Ale na twarzy mojego brata nie pojawiło się nic podobnego, tylko chytry uśmieszek. Nie mogłem już tego wytrzymać, więc powiedziałem:
- Przepraszam cię Ann, ale muszę załatwić jeszcze jedną sprawę. Raczej już tu nie wrócę. Naprawdę mi przykro.
Moja dziewczyna jednak tylko pokiwała głową i pomachała mi na pożegnanie. Więc smutny wróciłem do swojego domku.


środa, 20 sierpnia 2014

1.Miłosna Historyjka

-…Pewnego dnia to ona zaprosiła mnie do miejsca, w którym pierwszy raz się spotkaliśmy i wyznaliśmy sobie miłość. Pomyślałem, że to musi być jakaś specjalna okazja, więc ubrałem się najlepiej jak potrafiłem. Popłynąłem w te miejsce. Ona już tam na mnie czekała. Najpierw rozmawialiśmy normalnie, co mnie bardzo zdziwiło. Ale gdy chciałem ją pocałować za to, że po prostu ze mną była. Odepchnęła mnie delikatnie.
- Właśnie o to mi chodzi.- powiedziała- Uważam, że to co do ciebie czuję to nie miłość. Najwidoczniej to było tylko chwilowe zauroczenie, nic więcej, ale nadal chciałabym się z tobą przyjaźnić.
Nie wiecie co ja wtedy czułem. To było okropne, usłyszeć jak twoja ukochana mówi, że powinniśmy zostać przyjaciółmi. Czułem pustkę przez bardzo długi czas. A gdy przypominałem sobie tamte chwile, szły razem z nimi i milsze na przykład pierwszy pocałunek, ale to jeszcze bardziej bolało. Nie wiedziałem co jej na to odpowiedzieć, więc uciekłem. Od tej pory już nigdy jej nie zobaczyłem. Moja syrenka jeszcze nie odeszła z mojej pamięci..
- Proszę cię przestań opowiadać te ckliwe historyjki wyssane z palca. Myślisz, że ktoś w to uwierzy?- powiedziałem i spojrzałem na Annabeth wyczekująco, aby mi pomogła.
Ona jednak , jak większość dziewczyn płakała. Oprócz Thalii, która również w nie nie wierzyła i która przyjechała odwiedzić starych przyjaciół. Jakimś cudem nigdy w tych swoich opowieściach nie zamieszczał opisów miejsc, w których rzekomo poznał się z jakąś dziewczyną lub doznał tam niezwykłych przygód. Najwidoczniej jego wyobraźnia nie sięga, aż tak daleko. Chłopak, który opowiadał te historyjki to Antos mój starszy brat, o którym dowiedziałem się po moim życzeniu. Wiele osób nagle pojawiło się w obozie. Mój drugi dom zmienił się całkowicie. Zbudowano wiele innych domków o różnych kolorach. Musieli dostawić stoły. W jednym tylko domu nie mieszkał nikt. To dom Hery. Inne domki są teraz jeszcze bardziej zaludnione. Właściwie dzielę teraz dom z młodszą siostrą Anną i tym facetem, który przechwala się ile to on miał dziewczyn. Wkurza mnie już od pewnego czasu. Jest ode mnie wyższy, bardziej umięśniony. Ma krótkie blond włosy, niebieskie oczy. Idealnie nadaje się na męża jak twierdzi wiele dziewczyn z obozu. Zawsze kręci się koło niego grono fanów. Czemu to właśnie Posejdon jest jego ojcem, nie powinien byś synem Afrodyty? Annę za to bardzo lubię, nie wyróżnia się zbytnio wyglądem, lecz ma bardzo długie, błyszczące blond włosy. Jej przynajmniej wystarczy grono tylko zaufanych koleżanek. Wiem jednak, że jednemu chłopakowi się bardzo podoba.
 Już od pewnego czasu jesteśmy z Annabeth razem i byliśmy szczęśliwi dopóki jego nie było. Teraz spędzamy mniej czasu razem, bo Ann słucha jego bajeczek. Czasem wydaje mi się, że chcąc mnie jeszcze bardziej wkurzyć podrywa ją. Ale cóż o miłość trzeba walczyć. A ja nie poddam się tak łatwo i jeszcze coś wymyślę.