Kiedy
weszliśmy na polane, wszyscy już tam na nas czekali. Ustałem z przodu, a Thalia
tuż koło mnie. Nigdzie jednak nie widziałem Nico, gdzie on zniknął? Spojrzałem
do tyłu i ujrzałem go. Ustał tak, żeby nie zwrócić na siebie niczyjej uwagi. No
trudno. Taki już jest. Chejron zaczął mówić:
- Witajcie! Przepraszam, że przerywam wam wasze zajęcia, ale mamy poważny problem. Dostaliśmy informacje, że Łowczynie zostały złapane w pułapkę przez potwory i teraz są więzione.
- Od kiedy potwory kogokolwiek więżą? Zawsze zabijały. Chyba, że miały jakiś ważny powód. A przecież nie przegapili by okazji, aby zabić kilka łowczyń. – odezwał się ktoś od Apolla.
- Tego właśnie nie wiemy.
- Łowczynie tak łatwo nie weszłyby w żadną pułapkę. Coś mi się tu nie podoba. Wiecie coś o Artemidzie? - wtrąciła się Thalia.
- Podobno jest tam razem z nimi.
- Nie, to nie może być prawda. Łowczynie od razu wyczułyby, że coś jest nie tak.
- Kto właściwie udzielił ci tych informacji?- spytałem.
- Heroska, która twierdzi, że była przy tym całym zajściu. Powiedziała mniej więcej gdzie to się wydarzyło i opisała złapanie w pułapkę. Uważa, że czuje się zobowiązana pojechać na tę wyprawę. Mówi, że nie zareagowała w tedy, więc powinna przynajmniej teraz pomóc. Myślę, że mimo wątpliwości trzeba się tam udać lecz dla bezpieczeństwa pojedzie tam tylko 6 osób. Wybraliśmy już będą nimi: Thalia, ponieważ tu chodzi o Łowczynie, a ona jest jedną z nich, Percy- nareszcie będę mógł zapomnieć o problemach- heroska Lisa, która pomoże i pokaże gdzie się to wydarzyło, Grover- będę mógł z nim spędzić więcej czasu- Annabeth i Antos.- co!!! Nie tylko nie oni. – Więcej osób nie może jechać, ponieważ potrzebni nam jesteście tu. A teraz zapraszam wymienione osoby do siebie musimy omówić szczegóły.
Nie wiedziałem czy płakać czy się cieszyć. Niby fajnie, bo Thalia i Grover, ale Ann i Antos… No i ta dziewczyna. Nie wiem co o niej myśleć. Jeszcze ta cała sprawa nie trzymała się kupy i była podejrzana, ale trzeba to zbadać.
Cała nasza szóstka szła krok w krok za Chejronem. Ja z przodu obok Thalii i Grovera, za nami Ann przytulona do Antosa. Lisa szła wyraźnie z tyłu. Miała bladą cerę. Była średniego wzrostu, szczupła i wysportowana. Mało kto mógłby się spodziewać takich mięśni u dziewczyny i mało jaka dziewczyna takie miała. Ubrana była w czarną koszulkę na ramiączka i czarne jeansy z dziurami oraz glany. Miała proste, długie, czarne włosy i niebieskie oczy. Ciekawe kto jest jej boskim rodzicem. Z wyglądu można by myśleć, że Hades lub Ares, ale żadnej pewności nie miałem.
Weszliśmy do domku Chejrona. Ruchem ręki nakazał nam abyśmy usiedli na sofie i fotelach. Wszyscy usłuchali oprócz Lisy.
- Usiądź proszę Liso.
- Lubię stać.- odpowiedziała i po raz pierwszy usłyszałem jej głos. Był wysoki, a jednocześnie łagodny. Myślę, że potrafiłaby bardzo głośno krzyczeć.
- No dobrze. Nie będę Cię zmuszać.- powiedział i sam usiadł na jednym z foteli- Sprawa jest poważna. Jeśli potworom udało się złapać samą Artemidę w pułapkę musi ich być dużo i muszą być dobrze zorganizowani. Można się spodziewać wszystkiego. Musicie uważać na wszelkie pułapki. Jest was mało i nie chcę żebyście zginęli. Dostaniecie specjalny sprzęt. Wszystko tam może się wydarzyć, więc w niektórych przypadkach będziecie musieli improwizować, ale postaramy się ubezpieczyć was na każdą ewentualność. Spróbujcie załatwić całą sprawę po cichu. Uwolnić Łowczynie i zwiać, jeśli nie będzie takiej możliwości skontaktujcie się z nami, a wtedy pomyślimy.
- Kiedy wyruszamy?- zapytałem.
- Jak najszybciej. Musimy dopiąć wszystko jeszcze na ostatni guzik i przygotować sprzęt. Powiadomimy was dzień przed abyście mogli się spakować i załatwić swoje sprawy oraz powiemy resztę szczegółów. Wierzę w was, na pewno misja się powiedzie. A teraz idźcie odpoczywać. Ja mam jeszcze parę spraw do załatwienia.
Wszyscy wstaliśmy jak jeden mąż ze swoich siedzisk oprócz Chejrona, który zaczął się nad czymś mocno zastanawiać. Ruszyliśmy w stronę wyjścia. Spojrzałem w miejsce gdzie wcześniej stała Lisa, ale jej już tam nie było.
Gdy wyszliśmy z domku ja, Thalia i Grover zaczęliśmy iść razem w stronę mojego domku.
- Mi ta cała sprawa ciągle nie gra.Nic do siebie nie pasuje.- powiedziała Thalia.
- Wiem, ale przecież nie mamy pewności czy tak jest czy nie. Jeśli tego nie sprawdzimy, a będzie to prawda to Łowczyniom może coś się stać, mogą być do czegoś zmuszone.- powiedziałem.
- Łowczynie by się tak łatwo nie dały.- upierała się Thalia.
- Potwory mogły zastawić taką pułapkę, którą Łowczynie mogłą przeoczyć.
- Och. Przestańcie już, tak czy siak ja cieszę się z tej wspólnej wyprawy. Nawet jeśli to bzdura, mamy możliwość nareszcie spędzić trochę czasu razem. - wtrącił się Grover.
- Masz rację- potwierdziliśmy zgodnie.
Właśnie doszliśmy pod domek dzieci Posejdona. Nagle przytuliliśmy się wszyscy do siebie.
- Tak rzadko możemy być razem. Musimy wykorzystać ten czas jak najlepiej- powiedziała Thalia.
- I wykorzystamy.- powiedziałem.
- O jakie to słodkie i jednocześnie żałosne.- powiedział właśnie przybyły Antos.
- Zamknij się wreszcie. To nie twoja sprawa.- powiedziała Thalia- Lepiej uważaj na siebie na wyprawie, bo może przydarzyć się jakiś wypadek.
- Nie boję się ciebie.
- Może powinieneś zacząć. Dobra Percy my musimy już iść, ale jutro jeszcze się spotkamy.
Odsunęliśmy się od siebie. Antos wszedł do domku.
- Cześć Percy!- powiedział Grover.
- Cześć wam!- powiedziałem i wszedłem do domku za Antosem niezbyt rad, że znów będę musiał go znosić.
- Witajcie! Przepraszam, że przerywam wam wasze zajęcia, ale mamy poważny problem. Dostaliśmy informacje, że Łowczynie zostały złapane w pułapkę przez potwory i teraz są więzione.
- Od kiedy potwory kogokolwiek więżą? Zawsze zabijały. Chyba, że miały jakiś ważny powód. A przecież nie przegapili by okazji, aby zabić kilka łowczyń. – odezwał się ktoś od Apolla.
- Tego właśnie nie wiemy.
- Łowczynie tak łatwo nie weszłyby w żadną pułapkę. Coś mi się tu nie podoba. Wiecie coś o Artemidzie? - wtrąciła się Thalia.
- Podobno jest tam razem z nimi.
- Nie, to nie może być prawda. Łowczynie od razu wyczułyby, że coś jest nie tak.
- Kto właściwie udzielił ci tych informacji?- spytałem.
- Heroska, która twierdzi, że była przy tym całym zajściu. Powiedziała mniej więcej gdzie to się wydarzyło i opisała złapanie w pułapkę. Uważa, że czuje się zobowiązana pojechać na tę wyprawę. Mówi, że nie zareagowała w tedy, więc powinna przynajmniej teraz pomóc. Myślę, że mimo wątpliwości trzeba się tam udać lecz dla bezpieczeństwa pojedzie tam tylko 6 osób. Wybraliśmy już będą nimi: Thalia, ponieważ tu chodzi o Łowczynie, a ona jest jedną z nich, Percy- nareszcie będę mógł zapomnieć o problemach- heroska Lisa, która pomoże i pokaże gdzie się to wydarzyło, Grover- będę mógł z nim spędzić więcej czasu- Annabeth i Antos.- co!!! Nie tylko nie oni. – Więcej osób nie może jechać, ponieważ potrzebni nam jesteście tu. A teraz zapraszam wymienione osoby do siebie musimy omówić szczegóły.
Nie wiedziałem czy płakać czy się cieszyć. Niby fajnie, bo Thalia i Grover, ale Ann i Antos… No i ta dziewczyna. Nie wiem co o niej myśleć. Jeszcze ta cała sprawa nie trzymała się kupy i była podejrzana, ale trzeba to zbadać.
Cała nasza szóstka szła krok w krok za Chejronem. Ja z przodu obok Thalii i Grovera, za nami Ann przytulona do Antosa. Lisa szła wyraźnie z tyłu. Miała bladą cerę. Była średniego wzrostu, szczupła i wysportowana. Mało kto mógłby się spodziewać takich mięśni u dziewczyny i mało jaka dziewczyna takie miała. Ubrana była w czarną koszulkę na ramiączka i czarne jeansy z dziurami oraz glany. Miała proste, długie, czarne włosy i niebieskie oczy. Ciekawe kto jest jej boskim rodzicem. Z wyglądu można by myśleć, że Hades lub Ares, ale żadnej pewności nie miałem.
Weszliśmy do domku Chejrona. Ruchem ręki nakazał nam abyśmy usiedli na sofie i fotelach. Wszyscy usłuchali oprócz Lisy.
- Usiądź proszę Liso.
- Lubię stać.- odpowiedziała i po raz pierwszy usłyszałem jej głos. Był wysoki, a jednocześnie łagodny. Myślę, że potrafiłaby bardzo głośno krzyczeć.
- No dobrze. Nie będę Cię zmuszać.- powiedział i sam usiadł na jednym z foteli- Sprawa jest poważna. Jeśli potworom udało się złapać samą Artemidę w pułapkę musi ich być dużo i muszą być dobrze zorganizowani. Można się spodziewać wszystkiego. Musicie uważać na wszelkie pułapki. Jest was mało i nie chcę żebyście zginęli. Dostaniecie specjalny sprzęt. Wszystko tam może się wydarzyć, więc w niektórych przypadkach będziecie musieli improwizować, ale postaramy się ubezpieczyć was na każdą ewentualność. Spróbujcie załatwić całą sprawę po cichu. Uwolnić Łowczynie i zwiać, jeśli nie będzie takiej możliwości skontaktujcie się z nami, a wtedy pomyślimy.
- Kiedy wyruszamy?- zapytałem.
- Jak najszybciej. Musimy dopiąć wszystko jeszcze na ostatni guzik i przygotować sprzęt. Powiadomimy was dzień przed abyście mogli się spakować i załatwić swoje sprawy oraz powiemy resztę szczegółów. Wierzę w was, na pewno misja się powiedzie. A teraz idźcie odpoczywać. Ja mam jeszcze parę spraw do załatwienia.
Wszyscy wstaliśmy jak jeden mąż ze swoich siedzisk oprócz Chejrona, który zaczął się nad czymś mocno zastanawiać. Ruszyliśmy w stronę wyjścia. Spojrzałem w miejsce gdzie wcześniej stała Lisa, ale jej już tam nie było.
Gdy wyszliśmy z domku ja, Thalia i Grover zaczęliśmy iść razem w stronę mojego domku.
- Mi ta cała sprawa ciągle nie gra.Nic do siebie nie pasuje.- powiedziała Thalia.
- Wiem, ale przecież nie mamy pewności czy tak jest czy nie. Jeśli tego nie sprawdzimy, a będzie to prawda to Łowczyniom może coś się stać, mogą być do czegoś zmuszone.- powiedziałem.
- Łowczynie by się tak łatwo nie dały.- upierała się Thalia.
- Potwory mogły zastawić taką pułapkę, którą Łowczynie mogłą przeoczyć.
- Och. Przestańcie już, tak czy siak ja cieszę się z tej wspólnej wyprawy. Nawet jeśli to bzdura, mamy możliwość nareszcie spędzić trochę czasu razem. - wtrącił się Grover.
- Masz rację- potwierdziliśmy zgodnie.
Właśnie doszliśmy pod domek dzieci Posejdona. Nagle przytuliliśmy się wszyscy do siebie.
- Tak rzadko możemy być razem. Musimy wykorzystać ten czas jak najlepiej- powiedziała Thalia.
- I wykorzystamy.- powiedziałem.
- O jakie to słodkie i jednocześnie żałosne.- powiedział właśnie przybyły Antos.
- Zamknij się wreszcie. To nie twoja sprawa.- powiedziała Thalia- Lepiej uważaj na siebie na wyprawie, bo może przydarzyć się jakiś wypadek.
- Nie boję się ciebie.
- Może powinieneś zacząć. Dobra Percy my musimy już iść, ale jutro jeszcze się spotkamy.
Odsunęliśmy się od siebie. Antos wszedł do domku.
- Cześć Percy!- powiedział Grover.
- Cześć wam!- powiedziałem i wszedłem do domku za Antosem niezbyt rad, że znów będę musiał go znosić.