Przebudziłem się. Kręgosłup strasznie mnie bolał. Leżałem na
ziemi oparty o drzewo. W pewnym momencie pomyślałem, że to wszystko to był
jeden wielki sen. Usłyszałem dwa głosy jeden damski. Rozpoznałem ten głos.
Należał do Thalii. Drugi natomiast był męski i należał do Grovera. Słysząc ją
zrozumiałem, że to nie mógł być sen.
- Thalio musimy go przebudzić. Śpi już ponad dwie godziny.
- Daj mu jeszcze trochę pospać. Po czymś takim też chciałabym spać i spać, żeby się już nigdy nie obudzić. Wiesz jak ważna była dla nie Annabeth.
- Wiem, ale nie możemy też dłużej czekać i patrzeć na niego jak śpi. W obozie na pewno zaczynają się denerwować. Jest pora kolacji, a nas nie ma.
- Ja już nie śpię nie musicie się kłócić.- powiedziałem cicho otwierając oczy i wstając.
- O obudziłeś się już. Jesteś głodny? – spytała Thalia.
- Nie po tym wszystkim mam dość wszystkiego. Jak ona mogła mi to zrobić. Nie mogę tego zrozumieć. Najwidoczniej jestem beznadziejny i gorszy od mojego kochanego brata. – chciało mi się krzyczeć i płakać.
- Słuchaj to co przeżyłeś nie byłoby przyjemne dla nikogo, ale nie można odbierać sobie tego wszystkiego co może cię spotkać przez jedną głupią dziewczynę. Twój brat to łgarz, a Ann w końcu to odkryje i przyjdzie do ciebie z podkulonym ogonem.
- Łatwo ci mówić. Ciebie nigdy nie dotknie cię nic podobnego.
- To prawda, ale obserwuje świat i wiem, że beznadziejnie jest marnować czas na rozpacz po kimś kto na ciebie nie zasługuje.
- Ale przeżyłem z nią tyle pięknych chwil i tak łatwo nie zapomnę.
- Zawsze warto spróbować. Może jeszcze nie raz się zakochasz.
- No nie wiem.
Pokręciła głową i pociągnęła mnie za rękę abym szedł do obozu.
- Skąd wiedzieliście gdzie mnie znaleźć?
- Anna nam powiedziała o tym, że…- zaczął mówić Grover, ale Thalia walnęła go łokciem w ramię. – Ała… To bolało- zasyczał.
- Percy tylko proszę cię nie poddawaj się żadnym głupim emocjom. Pomożemy ci, ale musisz mi to obiecać.
Chwilę się zastanawiałem, ale przyrzekłem jej to, bo wiedziałem, że i tak nie odpuści. Ucieszyło ją to, a ja zacząłem się zastanawiać czy długo wytrzymam. Ale w sumie gdyby tak ktoś, zupełnie przypadkiem wsadził mu nóż w plecy. Wyobraziłem to sobie i uśmiechnąłem się lecz szybko odrzuciłem tą myśl.
- Co cię tak ucieszyło?- spytała Thalia.
- Nic takiego. Po prostu cieszę się, że mam was.
- Niezła ściema, ale ja jej nie biorę.
Dotarliśmy do obozu. Wszyscy już skończyli jeść. Przed moim domkiem stali Ann i Antos. Rozmawiali. Poczułem narastający gniew. Thalia zobaczywszy na co patrzę i widząc moją minę. W ostatniej chwili złapała mnie za ramię.
- Proszę cię nie rób nic głupiego.
- I tak muszę z nią porozmawiać.
Podszedłem do nich. Ann miała dziwną minę. Antos jednak był szczęśliwy.
- Możesz zostawić nas samych Antos? – powiedziałem.
- Niby mogę, ale chcę posłuchać tej rozmowy.
- Ja ciebie proszę.- powiedziała Ann.
- No dobrze kochanie.- specjalnie na koniec pocałował ją w usta i wszedł do domku.
- Słuchaj…
- Nie to ty słuchaj! Dzisiejszego dnia ostatecznie zakończyłaś nasz związek. Tu nie ma o czym mówić. Raczej nie chcesz słuchać jak bardzo mnie skrzywdziłaś.
- Chciałam cię prosić abyśmy zostali przyjaciółmi.
- Przyjaciółmi? Ty chyba nie wiesz co mówisz. Złamałaś mi serce i tak łatwo mówisz do mnie zostańmy przyjaciółmi. Kończysz nasz związek dla łgarza, który potrafi tylko opowiadać kłamliwe historyjki. W, które mu jak głupia cały czas wierzysz.
- Nie obrażaj go cały czas. Zazdrosny jesteś i tyle. Twój brat jest po prostu lepszy i dużo lepiej mi być w jego towarzystwie niż twoim!
- Jeśli tak uważasz to po co proponujesz mi przyjaźń. Przynajmniej teraz wiem co o mnie tak naprawdę myślisz.
Czemu życie jest takie niesprawiedliwe? Postanowiłem nie wracać dziś do domku. Pewnie całą rozmowę podsłuchiwał i zacznie się chwalić swoją nową dziewczyną i tym, że jest lepszy postanowiłem uciec stąd jak najdalej. Thalia miała pytający i zatroskany wyraz twarzy, ale ja nie zwracają uwagi na nią pobiegłem do lasu. Nie obchodziły mnie nic. Ból fizyczny, który sprawiały mi gałęzie obcierające mi nogi. Nawet cieszyłem się z niego. Zatrzymałem się dopiero, gdy moje nogi dalej już nie wytrzymywały. Usiadłem zdyszany na pieńku. Co ja robię źle? Chciałem w tym lesie pozwolić sobie na płacz na krzyk. Na to, aby te wszystkie emocje ze mnie wyleciały lecz usłyszałem jakiś szmer. Trochę się wystraszyłem, ale nawet jeśli to coś chciało mnie zaatakować to w sumie może nawet i lepiej. Jednak zza krzaka nie wyszedł żaden potwór lecz ciemna postać…
- Thalio musimy go przebudzić. Śpi już ponad dwie godziny.
- Daj mu jeszcze trochę pospać. Po czymś takim też chciałabym spać i spać, żeby się już nigdy nie obudzić. Wiesz jak ważna była dla nie Annabeth.
- Wiem, ale nie możemy też dłużej czekać i patrzeć na niego jak śpi. W obozie na pewno zaczynają się denerwować. Jest pora kolacji, a nas nie ma.
- Ja już nie śpię nie musicie się kłócić.- powiedziałem cicho otwierając oczy i wstając.
- O obudziłeś się już. Jesteś głodny? – spytała Thalia.
- Nie po tym wszystkim mam dość wszystkiego. Jak ona mogła mi to zrobić. Nie mogę tego zrozumieć. Najwidoczniej jestem beznadziejny i gorszy od mojego kochanego brata. – chciało mi się krzyczeć i płakać.
- Słuchaj to co przeżyłeś nie byłoby przyjemne dla nikogo, ale nie można odbierać sobie tego wszystkiego co może cię spotkać przez jedną głupią dziewczynę. Twój brat to łgarz, a Ann w końcu to odkryje i przyjdzie do ciebie z podkulonym ogonem.
- Łatwo ci mówić. Ciebie nigdy nie dotknie cię nic podobnego.
- To prawda, ale obserwuje świat i wiem, że beznadziejnie jest marnować czas na rozpacz po kimś kto na ciebie nie zasługuje.
- Ale przeżyłem z nią tyle pięknych chwil i tak łatwo nie zapomnę.
- Zawsze warto spróbować. Może jeszcze nie raz się zakochasz.
- No nie wiem.
Pokręciła głową i pociągnęła mnie za rękę abym szedł do obozu.
- Skąd wiedzieliście gdzie mnie znaleźć?
- Anna nam powiedziała o tym, że…- zaczął mówić Grover, ale Thalia walnęła go łokciem w ramię. – Ała… To bolało- zasyczał.
- Percy tylko proszę cię nie poddawaj się żadnym głupim emocjom. Pomożemy ci, ale musisz mi to obiecać.
Chwilę się zastanawiałem, ale przyrzekłem jej to, bo wiedziałem, że i tak nie odpuści. Ucieszyło ją to, a ja zacząłem się zastanawiać czy długo wytrzymam. Ale w sumie gdyby tak ktoś, zupełnie przypadkiem wsadził mu nóż w plecy. Wyobraziłem to sobie i uśmiechnąłem się lecz szybko odrzuciłem tą myśl.
- Co cię tak ucieszyło?- spytała Thalia.
- Nic takiego. Po prostu cieszę się, że mam was.
- Niezła ściema, ale ja jej nie biorę.
Dotarliśmy do obozu. Wszyscy już skończyli jeść. Przed moim domkiem stali Ann i Antos. Rozmawiali. Poczułem narastający gniew. Thalia zobaczywszy na co patrzę i widząc moją minę. W ostatniej chwili złapała mnie za ramię.
- Proszę cię nie rób nic głupiego.
- I tak muszę z nią porozmawiać.
Podszedłem do nich. Ann miała dziwną minę. Antos jednak był szczęśliwy.
- Możesz zostawić nas samych Antos? – powiedziałem.
- Niby mogę, ale chcę posłuchać tej rozmowy.
- Ja ciebie proszę.- powiedziała Ann.
- No dobrze kochanie.- specjalnie na koniec pocałował ją w usta i wszedł do domku.
- Słuchaj…
- Nie to ty słuchaj! Dzisiejszego dnia ostatecznie zakończyłaś nasz związek. Tu nie ma o czym mówić. Raczej nie chcesz słuchać jak bardzo mnie skrzywdziłaś.
- Chciałam cię prosić abyśmy zostali przyjaciółmi.
- Przyjaciółmi? Ty chyba nie wiesz co mówisz. Złamałaś mi serce i tak łatwo mówisz do mnie zostańmy przyjaciółmi. Kończysz nasz związek dla łgarza, który potrafi tylko opowiadać kłamliwe historyjki. W, które mu jak głupia cały czas wierzysz.
- Nie obrażaj go cały czas. Zazdrosny jesteś i tyle. Twój brat jest po prostu lepszy i dużo lepiej mi być w jego towarzystwie niż twoim!
- Jeśli tak uważasz to po co proponujesz mi przyjaźń. Przynajmniej teraz wiem co o mnie tak naprawdę myślisz.
Czemu życie jest takie niesprawiedliwe? Postanowiłem nie wracać dziś do domku. Pewnie całą rozmowę podsłuchiwał i zacznie się chwalić swoją nową dziewczyną i tym, że jest lepszy postanowiłem uciec stąd jak najdalej. Thalia miała pytający i zatroskany wyraz twarzy, ale ja nie zwracają uwagi na nią pobiegłem do lasu. Nie obchodziły mnie nic. Ból fizyczny, który sprawiały mi gałęzie obcierające mi nogi. Nawet cieszyłem się z niego. Zatrzymałem się dopiero, gdy moje nogi dalej już nie wytrzymywały. Usiadłem zdyszany na pieńku. Co ja robię źle? Chciałem w tym lesie pozwolić sobie na płacz na krzyk. Na to, aby te wszystkie emocje ze mnie wyleciały lecz usłyszałem jakiś szmer. Trochę się wystraszyłem, ale nawet jeśli to coś chciało mnie zaatakować to w sumie może nawet i lepiej. Jednak zza krzaka nie wyszedł żaden potwór lecz ciemna postać…
Hej ^^
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam wszystkie rozdziały ;) I powiem tak: popraw błędy ortograficzne i usuń powtórzenia to będzie cudnie ♡
Wciągnęła mnie ta historia *.* TAK - warto dalej prowadzić tego zacnego bloga :)
Mega dobry pomysł z rodzeństwem Percy'ego. Jestem fanką (ogromną xd) Percabeth, więc nie wybaczę ci, że ich zniszczylaś xdd
A będzie Nico?? Kocham typa ♡♡♡
To chyba tyle ;3
Weny :x
xoxo ;*
Dziękuje za szczerą opinię :3
Usuń